wtorek, 30 września 2014

Rematch

Oficjalnie w rematchu jestem od czwartku, a w dalszym ciągu nie skontaktowała się ze mną żadna rodzina co nie powiem, trochę mnie podłamało. Koordynatorka wysyła moją aplikację i chyba rzeczywiście stara się kogoś dla mnie znaleźć.
Dowiedziałam się od niej także, że nie mam co żałować pójścia w rematch, czekało mnie to prędzej czy później, bo moja hostka dzwoniła do agencji, rozmawiała i wypytawała o rezygnacji z programu jeszcze przed tym jak powiedziałam im o rematchu! Nie powiem, strasznie mnie to zszokowało, rozczarowałam się i zrozumiałam dlaczego tak dobrze zareagowali na tą informację, mówiąc że widzieli że źle się tu czuję i chcą żebym korzystała z tego roku i była szczęśliwa. Jaasne! Kolejną rzeczą o jakiej powiedziała mi LCC jest to że rozmawiała z moją hostką i zapytała o rekomendacje dla mnie, że to może pomóc mi znaleźć rodzinę, hostka niby ani nie odmówiła ani nie powiedziała że to zrobi, ale powiedziała że jej zdaniem powinnam zajmować się starszymi dziećmi! 
Mogłaby tak uważać gdyby nie fakt, że z 2,5 latkiem dobrze sobie radzę, szczególnie gdy jestem z nim sama i nie ma na niego wpływu starszy chłopiec. Nie mam z nim problemów, jeśli mam to udaje mi się go ogarnąć mimo wszystko dopóki nie przychodzi starszy i nie rządzi bratem przeciągając go na swoją stronę.
Szczerze odechciało mi się czegokolwiek, straciłam sympatię do host mamy, nawet nie próbowali ze mną porozmawiać! I ludzie mówią, że amerykanie są tacy bezpośredni i mówią co myślą. Gówno prawda! Są fałszywi, sztuczni i mają gdzieś wszystkich za wyjątkiem siebie. (Nie chce nikogo obrazić, wiadomo nie wszyscy, ale moi hości na pewno.)
Strasznie mnie to zdemotywowało, zdenerwowało i sprawiło że straciłam ochotę na bycie au pair, ale z drugiej strony nie chcę jeszcze uciekać do Polski, niczym przegrany. Mam nadzieję że jednak ktoś się do mnie odezwie i znajdę fajną rodzinkę, ale niestety się na to nie zanosi.

wtorek, 23 września 2014

Schedule

Co do poprzedniej notki, to mam zamiar dziś lub jutro porozmawiać z hostami i powiedzieć, że chcę rematch. Wczoraj starszy swoim zachowaniem wcale nie przekonywał mnie żeby zostać i dziś od rana było o samo. Nie będę się męczyła z nadzieją na poprawę. Nie chcę marnować czasu.

Co do tematu posta, mój schedule nie różni się bardzo od innych, jednak postanowiłam trochę o nim napisać.

Poniedziałek, wtorek, czwartek i piątek :


7 - 9 - nie budzę dzieci, starszy zazwyczaj już nie śpi, a gdy młodszy się obudzi któreś z rodziców go wyciąga z łóżeczka. Jeśli nie jedli jeszcze płatków, robię im płatki, ale zazwyczaj o 7 starszy ma już zjedzone, a dla młodszego stoją przygotowane przez hosta. Robię starszemu lunch box, przygotowytuje ubrania, ok 7.40 hości odprowadzają go do szkoły, a ja zostaję w domu z małym. Daję mu jeść zazwyczaj oprócz płatków chce bajgla, gofra czy jogurt. Bawimy się do ok 8.40, ubieram go i odprowadzam do szkoły, do której na pieszo mamy jakieś 3 minuty.

11.40 - idę po małego do szkoły, wracamy do domu, chwila zabawy, podaje mu lunch, toaleta i ok. 12.30/13.00 idziemy do góry położyć go na drzemkę. W tym celu czytam mu książkę a później bujam się z nim na krześle czekając aż zaśnie. Światło zgaszone, okno zasłonięte, zamknięte oczy i zamiast dziecka zasypia au pair. Gdy uda mi się go uśpić mam wolne, jeśli nie, próbuję ile się da, zdarzyło się kilka razy że ni zasnął i musiałam go wziąc spowrotem na dół.

14.50 - budzę młodszego lub jeśli nie zasnął wychodzimy z pokoju, ubieram go i idziemy odebrać starszego który lekcje kończy o 15.15. Do szkoły idziemy ok 10-15 minut.

15.15 - 17 - wracamy do domu, bawimy się, wychodzimy na plac zabaw, łapać jaszczurki, pojeździć na rowerach czy coś takiego.

17 - robię chłopcom kolację, jedzą.
17.40 - 18 - wracają hości i właściwie przejmują dzieci ale ja pracuję do 19 więc kręcę się po domu, ogarne zabawki, pobawię się z nimi
19 - hości idą wykąpać i położyć chłopców a ja kończę pracę.

Środa, a czasem też i piątek różnią się, ponieważ hostka nie pracuje. Ja uważam że mogłabym mieć wolne przez cały dzień bo dałaby radę sama, ale oni widocznie mają inne zdanie.

7 - 9 - tak samo jak inne dni, odprowadzam małego razem z hostką i zaczynam przerwę.
16 - 19 - bawię się z dziećmi, właściwie próbuję, bo przecież jest hostka więc wolą bawić się z mamą, przygotowywuję i kolację i krzątam się po domu.

Czasem w piątek wieczorem mam babysitting np. 8-11 ale chłopcy już spią więc ja po prostu siedzę przed tv.

Sobota:
7-12 - właściwie przyszła sobota będzie pierwszą normalną, bo wcześniej 2 razy nie było ich/nas w domu, raz starszy miał playdate gdzieś. W każdym  razie jeśli hości nie idą na tenisa, nie jedziemy nigdzie typu muzeum, zoo czy coś to krzątam się po domu,próbuję się z nimi bawić i odpowiadam za posiłki.

Niedziela zawsze wolna :)



niedziela, 21 września 2014

Jak to jest z moją rodzinką na dzień dzisiejszy?

Może i relację skończyłam na Florydzie, ale nie robiłam nic specjalnego przez te 2 tygodnie, odwiedziłam z dziewczynami Downtown, trochę sklepów, kilka spotkań, ale nic konkretnego. Jest za to coś czym chcę się z wami podzielić, ponieważ potrzebuję rady postronnych osób, jak wy to widzicie z boku, co powinnam zrobić.

A więc, od paru dni mam już wifi, więc niby wszystko powinno być super, pięknie, a nie jest.
Nie, nie mam homesick, nie jest tak że chcę wracać do domu, bo tęsknie, chcę zostać, ale może niekoniecznie tutaj.
Nie mam żadnych poważnych, strasznych powodów do rematchu, ale jest kilka mniejszych rzeczy.
Sama nie wiem od czago zacząć, powiedzmy że od kontaktu z hostami. Ogólnie są bardzo mili, lubią mnie, ale szczerze mówiąc poza dziećmi nie mamy za bardzo o czym rozmawiać, wiadomo rozmawiamy o tym co robiłam, czasem ktoś o coś zagada, ale różnimy się od siebie, dużym problemem dla mnie jest to że oni nie gotują WCALE, no chyba że liczymy ugotowanie makaronu dla dzieci czy gotowego risotto z paczki bądź odgrzanie czegoś w mikrofali. Ja uwielbiam gotować, nie odpowiada mi jedzenie rzeczy z paczki, wiadomo mogę sobie gotować sama, ale nie zawsze jest na to czas, nie obmyślam sobie jadłospisu na cały tydzień więc często mi czegoś brakuje w lodówce, a wtedy muszę sama to sobie kupić. Brakuje mi tutaj takich rodzinnych posiłków, każdy je kiedy chce, co chce, nie jedzą wspólnie z dziećmi obiadu, kolacji nigdy. I możecie powiedzieć: inna kultura, ale inne au pair nie mają takiego problemu. Żadna dziewczyna którą tu poznałam nie narzeka na jedzenie, ponieważ hości gotują, jedzą razem z nią i dziećmi wspólnie posiłki. Brakuje mi takiej rodzinnej atmosfery. Z zakupami też nie jest super, bo jak ich poproszę to mi coś kupią, ale zakupy robią raz w tygodniu, nie ważne że wyjeżdżają w piątek na weekend, zostawiając mnie z prawie pustą lodówką.
Jeśli chodzi o dzieci, wydaje mi się że mój kontakt ze starszym chłopcem zamiast się polepszać, pogarsza się. Mały miewa napady złości, kopie w ścianę, rzuca butami, pilotami, wykrzykuje raczej nie miłe słowa w stronę moją, rodziców, młodszego brata. I potrafi robić to bez serio poważnego powodu. Ma swoje humory, rozmawia ze mną normalnie, bawi się, w następnej minucie ma focha. Wiele razy słyszałam że mnie nienawidzi, że nie jestem jego mamą więc nie mogę mu mówić co może a co nie, że nikt nie może nim rządzić. Ma on wpływ także na młodszego chłopca, który gdy jego brata nie ma w pobliżu jest słodki, uroczy a przy starszym S., zmienia się w kolejnego potwora. Wszystko musi być tak jak on chce, lubi wszytkimi rządzić, a rodzice na to pozwalają. Wiem, że dzieci muszą się przyzwyczaić, że rodzice mają inne metody wychowawcze i nie reagują na pewne zachowania tak jak my byśmy to zrobili, ale wydaje mi się że to czasem przesada i że nasze stosunki wcale nie polepszają się z czasem, a pogarszają. Szczerze, nie lubie tego chłopca, staram się, jestem dla niego miła, wypytuje o szkołę, zabawki, bawię się z nim, ale to nie działa. Jak przychodzi czas odebrania go ze szkoły, ide tam z wesołym 2,5 latkiem, czekam pod szkołą, wszystkie dzieci wybiegają szczęśliwe, pełne energii, rozgadane a mój S. wychodzi powoli, ciągając nogami i ja patrząc na jego minę zastanawiam się: co dziś pójdzie nie tak, co się stanie, na co obrazi się S.
Może winne jest moje nastawienie, ale ja bardzo się staram, żeby poprawić nasze stosunki, żeby mnie polubił, ale to nie wychodzi. 

Przed wyjazdem nie zdawałam sobie sprawy z tego jak ciężko jest bez samochodu, nawet w większym mieście, gdzie przecież jest komunikacja miejska, a rodzinka zapewnia, że ma dla mnie rower. Komunikacja miejska jest, ale na głównych ulicach, nie wszędzie nią dojadę np. do supermarketu. Potrzebowałam coś ze sklepu więc postanowiłam wsiąść na rower i przejechać się te 20 minut do Walmartu, ale rower okazał się za duży, pordzewiały, włącznie z łańcuchem i nóżką, po prostu bałabym się nim jechać taki dystans.. Myślałam, że może mają jeden samochód, ale nie, chyba po prostu szkoda im pieniędzy na ubezpieczenie, raczej szkoda, bo nie wydaje mi się, żeby nie mieli tych pieniędzy. Oni sprawiają wrażenie jakby myśleli, że ich wydatki skończą się na opłacie programowej i wypłacie dla mnie. 

Kolejną rzeczą jest kwestia wakacji o których wam pisałam, pogodziłam się z tym, bo w końcu mają prawą zdecydować kiedy będę miała jeden z dwóch wolnych tygodni, nie wiedziałam jednak, że oni wyjeżdząją w środę, wracają w niedziele, ale potrzebują mnie w poniedziałek i wtorek więc chcą żebym te 2 pozostałe dni wolnego miała kiedy indziej, ale mają zapytać LCC czy tak mogą, wydaje mi się, że nie, że muszę mieć całość za jednym razem. Miałam zamiar wykupić rejs, a one zaczynają się w niedziele/poniedziałek, ale teraz już nie wiem jak to będzie.

Pewnie o czymś zapomniałam, ale już i tak wystarczająco was męczę xd
Wiem, że się rozpisałam, że marudzę i wcale nie mam tak strasznie, ale wcale nie czuję się tu szczęśliwa, nie czuję się dobrzę w tym domu. Jedyne co mi się podoba to miasto, pogoda i koleżanki. Ale znajomych mogę poznać wszędzie, ale to z rodziną i dziećmi powinnam być szczęśliwa. Nie chce spędzić tego roku z rodziną, która nie jest okropna, jest czasem fajna, tylko dlatego że mogę trafić gorzej. To miał być najlepszy rok w życiu, a wcale się nie zapowiada. Co wy o tym myślicie, co wy byście zrobiły? Wiadomo, że powinnam jeszcze poczekać z decyzją o rematchu ale znowu nie mogę czekać za długo, bo jak ja znajdę rodzinę np. w grudniu? Wydaje mi się, że teraz jest jeszcze sporo rodzin i au pair w obiegu, bo to prawie szczyt sezonu.

Lot do NOLA / Pierwsze dni / Floryda

Do Nowego Orleanu leciałam z lotniska JFK razem z moją współlokatorką z Orientation - Stephany z Kolumbii. Był to chyba mój najgorszy lot samolotem, samolot był malutki, ciasny i strasznie głośny, żałowałam, że nie kupiłam stoperów do uszu. Trochę wynagrodził nam to zachód słońca, niestety siedziałam po złej stronie samolotu i nie mam porządnych zdjęć.


Z lotniska odebrała mnie hostka, była to 21, więc dzieci już spały, przytuliła mnie i pojechałyśmy do domu. Wychodząc z lotniska buchnął we mnie okropny gorąc, pomyślałam że może pociągi nad nami jeżdżą, że może dlatego ze to parking zamknięty, ale wysiadając z auta pod domem spotkało mnie to samo. Na drzwiach wejściowych czekał na mnie powitalny karton(?), którego oczywiście nie zauważyłam. Powitanie z hostem było niezręczne, nie przytulił, nie podał ręki, powiedział cześć, jak lot, sama nie wiedziałam jak się zachować, było to kilka krępujących minut, na szczęście był wieczór, ja byłam zmęczona więc zapytałam czy mogę iść już spać :) 


Mam bardzo ładny pokój, chyba najładniejsze pomieszczenie w tym dość starym, chłodnym domu. Przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam je starym telefonem, Blackberry, który dali mi hości, bo okazało się że mój nie będzie jednak działał z amerykańską siecią.





Następnego ranka wstałam, ogarnęłam się, zeszłam na dół i poznałam młodszego chłopca, dałam mu i hostce prezenty i pojechałam z nimi do muzeum dla dzieci, właściwie są to bardziej sale zabaw, gry itp, ale tak to nazywają. Po południu odebraliśmy starszego ze szkoły, dałam mu prezent i siedziałam z nimi. Po południu odkryłam, że nie ma wifi, postanowiłam więc pójść na spacer po okolicy, wejść do jakiejś kawiarni, skorzystać z internetu i umówiłam się z 3 au pair, które wybierały się na kolację, akurat na ulicy gdzie byłam. Poznałam więc dwie dziewczyny z Francji i jedną z Niemiec, gdy wróciłam do domu wszyscy już spali. Następnego dnia pojechałam z rodziną do Aquarium w Downtown, było całkiem fajnie, dzieci coraz bardziej się do mnie przekonywały, więcej ze mną rozmawiały, po południu pojechałam z dwoma z poznanych wcześniej au pair do kina na "If I stay", niestety wygodne fotele, późna godzina, zgaszone światła sprawiły, że zasnęłam po 10 minutach filmu i obudziłam się na ostatnie 20 minut...



Normalną pracę zaczęłam we wtorek, napiszę wam mój grafik w innej notce. W piątek pojechaliśmy z rodzinką na Florydę, do resortu w którym mają swoje condo, apartament?. Floryda była cudowna, piękna plaża, czysta, ciepła woda, palmy, po prostu raj. Kontakty z hostami się polepszyły, bo sporo rozmawialiśmy na tarasie gdy dzieci spały. Za dużo też nie pracowałam, bo dzieci wolą spędzać czas z rodzicami niż z jakąś obcą dziewczyną z Polski. Niestety na Florydzie czas płynął aż za szybko i trzeba było wracać do rzeczywistości.. Zaraz po naszym wyjeździe zaczął się remont budynku, w którym mieści się condo, więc jest ono niedostępne przez 6 miesięcy.






środa, 17 września 2014

Lot / Orientation

Kilka słów wstępu:
Notka nie oznacza, że mam już wifi, korzystam z wolnego czasu i siedzę w Starbucksie, ale już jutro powinnam móc napisać coś z domu ! Cały sprzęt host podłączył już tydzień temu, ale od piątku czekamy na kogoś w firmy, ponieważ muszą podłączyć coś na ulicy, wizytę co chwilę przekładają ale podobno ma się pojawić jutro między 8-10 rano. Najważniejsze jednak że wifi będzie, że już nie planuję rematchu (chociaż starsze dziecko bardzo mnie przekonuje swoim zachowaniem, ale o tym w innej notce). 

Teraz zacznijmy nadrabiać zaległości ! 
O 9.10 miałam wylot z Berlina, wyjechałam z rodzicami ok 4, kilka razy w samochodzie miałam ochotę powiedzieć im: zawracajcie ! Nigdzie nie jadę ! Ale powstrzymałam się i tak o to razem z Basią i 11 niemkami dolecieliśmy bez żadnych probemów do NY. Mimo wszelkich narzekań na Orientation, ja powiem że nie było tak źle! Jodi, prowadząca była przezabawna, opowiadała dużo historii o innych dziewczynach, nie mówiła że od razu będzie pięknie i super, próbowała nas przygotować na wszystko, nudne było oglądanie wielu filmików, ale widocznie muszą to pokazać. Szkolenie z pierwszej pomocy z Red Cross America było nawet fajne, moją grupę prowadził młody chłopak, strasznie śmieszny, mógłby zrobić karierę jako komik lub aktor, serio! 
Jedyne na co można narzekać to wczesna pobudka i temperatura na sali, chłodzili nas przeokropnie więc przygotujcie sobie bluzy, szaliki, długie spodnie dresowe, tłumaczyli że nie chcą żebyśmy źle się czuły jak zrobi się za ciepło, były ospałe itp. dlatego podczas przerw wszyscy wychodzili ogrzać się na dwór :)
Wycieczkę do NY dostałam od host rodziny, ale gdyby nie wykupili jej oni ja bym to zrobiła. Może nie mieliśmy wiele wolnego czasu, może większość była z autokaru, ale jeśli nie będzie mieszkało się blisko Wielkiego Jabłka na prawdę warto pojechać, zobaczyć, poczuć że rzeczywiście jest się w stanach i spełnia się swoje marzenia! Widok z Top of the Rock był przecudowny, zupełnie jak w filmach, serialach. Mam nadzieję że uda mi się tam pojechać znowu. 
  
Program dnia na Orientation (APIA) wygląda mniej więcej tak :
6.30 - pobudka (dzwoni strasznie wkurzający telefon)
7.00 - 7.45? (nie jestem pewna) - śniadanie
8 - 12.30/13 - zajęcia na sali 
12.30 - 13.30 - lunch
i znowu zajęcia do ok 7
7-8 - kolacja

Na szczęście tak wyglądała właściwie tylko środa, we wtorek po południu była wycieczka, a w czwartek po południu jechałyśmy do rodzinek.
Mam miłe wspomnienia, poznałam super dziewczyny, niestety żadna z nich nie mieszka w mojej okolicy, ale mam nadzieję że chociaż z częścią uda mi się spotkać. 





W hotelu czekała na mnie paczka od rodzinki z kilkoma drobiazgami, rysunkami dzieci, upieczonymi przez nich ciastkami :)





Część polskiej drużyny, niestety tylko z częścią Kamili, ale nie miam lepszego.

poniedziałek, 1 września 2014

Not very happy here.

Siemanko, żyję ale jak narazie nie mam możliwości zdania relacji z podróży i orientation, gdyż mam pewne problemy z internetem. Mianowicie moja rodzinka nie założyła dla mnie wifi co mieli zrobić, hostka powiedziała że przecież mam internet na telefonie, gdzie pojawia się kolejny problem, muszę używać ich starego blackberry, bo podobno nie będzie to działało na mojej Xperii. Wiec można powiedzieć że jestem totalnie uzależniona od innych dziewczyn, jeśli chodzi o transport, ale brak auta mogłabym przeżyć gdybym miała możliwość pogadania przez skypa czy obejrzenia filmu online. Uwierzcie mi, ciężko korzystać z internetu na tym blackberry, wiec używam go tylko do pisania maili i pisania na facebooku bo przeglądać fejsa nie da rady. Siedzę teraz w starbucksie, mam go 15 minut spaceru od siebie i trochę słabo że żeby skorzystać z wifi musze iść do kawiarni, kupić coś i siedzieć tu zamiast po prostu leżeć na łóżku w moim pokoju który lubię. Przedstawiam całą sprawę LCC na wczorajszym cluster meeting i powiedziała ze to spory problem i porozmawia z moimi hostami. Ale jeśli się nie zgodzą, lcc powiedziała że to może być powód do rematchu, bo przecież musze mieć możliwość porozmawiania z rodziną lub znajomymi przez skype czy być w stanie zrobić kurs online. Oczywiście hosci pozwalają mi używać ich ipada, ale wiecie, nie jest on mój, nie mogę sobie czegoś tam pobrać, czy coś, zawsze odkładam go po kilku minutach.
Inna sprawa to mój tydzień wakacji, hostka po prostu oznajmiła ze w listopadzie jadą do georgii wiec chcieliby żebym miała swój week off wtedy, zaproponowała że mogę jechać z nimi, ale oczywiście nie będę pracowala (ta jasne, dzieci zrozumieją) i to i tak będzie mój week off.
Poza tym są bardzo mili, fajni, dzieci średnio są do mnie przekonane, ale chyba potrzebują czasu. Tylko trochę czuję się jak zwykły pracownik, sztywno trzymają się umowy i chyba liczyli na to że jadę tu tylko zajmować się dziećmi i juz własny pokój i telefon mnie usatysfakcojnuje. A uwierzcie mi że okropnie się nudzę bez wifi, telewizora w pokoju (ma przyjść dopiero za parę dni) i auta.
Także niby są mili, ale kilka rzeczy nie jest ok i nie czuje się tam dobrze i definytywnie nie jestem szczęśliwa więc nie mam jak nacieszyć się stanami..
A więc ja się pożaliłam, teraz czekam na wasze sugestie. Przepraszam za wygląd notki, ale nie mam możliwości edytowania jej na telefonie, nie mam też jak dodać zdjęć, z reszta właściwie nie mam żadnych sensownych.
Mam nadzieję że u was wiedzie się lepiej i że znajdziecie swój na prawdę perfect match, bo ja chyba się ze swoim pośpieszyłam.
Buźka ;*

środa, 20 sierpnia 2014

Prezenty dla rodzinki, lot do NY i pożegnania.

Ahh.. na liczniku piękna 5 (no ok 4, ale kto by tam liczył tak dokładnie) więc przygotowania pełną parą. Jak na mnie przystało, większość rzeczy załatwiam w tym tygodniu, bo po co zrobić to wcześniej i mieć z głowy? 
Wczoraj załatwiłam międzynarodowe prawo jazdy, trochę się bałam że może nie udać się go tak szybko otrzymać, ale miła pani zrobiła mi je na miejscu :) Szkoda tylko że z niego nie skorzystam w Stanach..

Czas na coś co sprawiło mi najwięcej problemów, czyli prezenty. Nie lubię kupować prezentów, tzn kupować mogę, ale z wymyśleniem jest gorzej. Zawsze mam problem czy to się spodoba, czy się przyda, czy będzie dobre, czy, czy, czy.. 

Dla chłopców kupiłam piżamki z motywem Aut, zależało mi na takich z Thomasem (tym dziwnym pociągiem z twarzą), gdyż uwielbiają oni tą bajkę, ale miałam straszny problem ze znalezieniem odpowiednich. Pewnie, mogłam kupić pociągi - zabawki, ale nie miałam ochoty na płacenie 70zł za 7 cm pociąg, a z tego co widziałam na Skype, mają oni takich kilka :)



Do tego kupiłam im kolorowanki z naklejkami, wiem że starszy (prawie 6 lat), średnio może się z nich ucieszyć, ale chciałam kupić im takie same zestawy, żeby nie było kłótni.



Żeby nie było tak biednie dorzucę im karty, kto nie lubi grać w piotrusia ?! 



Kupiłam trochę słodyczy: śliwki w czekoladzie, irysy i krówki od Dobosza (bo są produkowane właściwie w moim mieście, no dobra we wiosce obok), michałki i prince polo, ale może dokupię coś jeszcze.



Część cukierków powkładałam do kubków, które kupiłam w Empiku dla hostów. Zapakuję je w celofan i dokupię im jeszcze miód pitny.



Mam też już swoje pierwsze dolary. Mam nadzieję, że zostanie mi coś jeszcze z wypłaty i że rodzinka się dorzuci. Hehehehe, tak to jest dorosłość, samodzielność, niezależność.. 




Z lekkim opóźnieniem dostałam info o locie. No nie powiem, trochę się rozczarowałam, wkurzyłam. Myślałam, że wybierając wylot z Berlina nie muszę się martwić o przesiadki, przecież duże miasto, 2 lotniska, Niemcy itp. A tu niespodzianka. O 9.10 mam samolot z Berlina do Amsterdamu, będę tam o 10.35 i tam biegnę szybko na następny samolot, bo przecież mam tylko 3h!! No trudno.. O 13.30 lecę z Amsterdamu do Nowego Jorku :) Na amerykańskiej ziemi stopę postawię o 15.30 czasu miejscowego. Lecę z jedną polką - Basią i 10 niemkami, no oczywiście :) Wszystkie loty spędzę z linią lotniczą Delta.

Przede mną pakowanie, jeszcze nie bardzo wiem jak się za to zabrać, no i czas pożegnań, trochę się boję, ale już jedna część za mną.
Moje misiaki zabrały mnie nad morze, tzn zrobił to Rafał, a tam czekała na mnie reszta gromady, zrobili mi wielką niespodziankę, są najlepsi <3






Ale byłoby zbyt pięknie, gdyby nic się nie wydarzyło, więc do domu wracaliśmy tak:


Dużo trochę tego wyszło więc już kończę :*


wtorek, 12 sierpnia 2014

Wiza i lot do NOLA

Tak jak pisałam, w poniedziałek miałam wizytę w Ambasadzie USA.
Gdyby nie to, że prawie się spóźniłam, bo zachciało nam się pojechać na miejsce rowerami miejskimi niestety był jakiś błąd, konto okazało się nieaktywne, a część tramwajów akurat tego dnia zmieniła trasę i musieliśmy iść kawałek na najbliższy przystanek, napisałabym że wszystko poszło gładko :)

Tak więc jak się domyślacie wizę otrzymałam, pozostało czekanie na paszport.
Prawdą okazuje się to co wszyscy piszą że sama rozmowa z konsulem to jakieś 2 minuty. Pani z którą rozmawiałam, była bardzo miła, wesoła i zadała mi następujące pytania:


- Dlaczego chcesz zostać au pair? (Pytanie to zadano mi niezliczone ilości razy, czy to na interview z agencją czy podczas rozmów z rodzinkami więc mam już wyuczoną regułkę ; ) Pewnie nie tylko ja )
- Gdzie będziesz mieszkała?
- Jakimi dziećmi będziesz się opiekowała?
- Czy masz rodzinę w USA?
- Czy masz jakieś wątpliwości co do broszury z prawami w USA, którą od nas dostałaś?

I po odpowiedzi na te jakże trudne pytania usłyszałam że dostałam wizę :)
Najwięcej czasu w ambasadzie zajmuje stanie w kolejce do 3-4 wcześniejszych stanowisk, a reszta to na prawdę formalności, nie trzeba się bardzo stresować. Ja troszkę się denerwowałam jak już siedziałam w poczekalni czekając na swoją kolej przy okienku konsula. Miałam numerek A018, przede mną było 12 osób i całkiem sprawnie wszystko szło. Wszystko od wejścia do wyjścia zajęło mi ok. 40 minut.

Od razu napisałam maila do hostki, że wizę dostałam, tego samego dnia D. zarezerwowała mi lot do Nowego Orleanu. Lecę z lotniska JFK a na miejscu będę o 9.15 PM, sprawdziłam też że lecę liniami Delta.

W Warszawie byłam 2 dni, ale nie zobaczyłam wszystkiego co planowałam z powodu pogody. Wczoraj wybraliśmy się z Rafałem do zoo i jakieś 5 minut po wejściu zaczęła się straszna burza i deszcz. Przeczekaliśmy to pod parasolem, przemoczeni postanowiliśmy jednak przejść się po zoo (przecież zapłaciliśmy!), kawałek dalej znaleźliśmy zadaszone, ciepłe budynki, idealne żeby przeczekać ten straszny deszcz. Niestety część zwierząt schowała się przed deszczem i ich nie zobaczyliśmy. Za to chyba złapała mnie choroba.. Skutek chodzenia w przemoczonych butach.

W dalszym ciągu nie mam prezentów, ale chyba nie będę kupowała chłopcom pamiątek z Polski a koszulki lub piżamy z motywem Tomka i przyjaciół (pociągi z twarzami xd) lub Aut, ponieważ chłopcy bardzo lubią te bajki. Do tego oczywiście jakieś słodycze i może kolorowanki. Kupię też trochę balonów do modelowania (tych długich), bo byłam na kursie Animatora Zabaw dla Dzieci, nauczyłam się robić kilka zwierzątek więc może to ułatwić mi zyskanie sympatii chłopców na początku :)

Licznik, który możecie zobaczyć po prawej stronie, pędzi jak szalony i pokazuje że do mojego wyjazdu pozostało tylko 13 dni !


Pałac kultury zaskoczył mnie swoim rozmiarem, spodziewałam się czegoś większego.


Raviola con uovo w Mąka i Woda, baardzo dobre danie, jednak po recenzjach które przeczytałam byłam nastawiona na coś jeszcze lepszego.




Lody w Osteria Limoni Canteri, na górze wiśniowe, na dole ogórek z cytryną, dobre jednak bardziej smakowała mi bazylia z cytryną Rafała. W punkcie, w którym byliśmy nie było wielkiego wyboru, a koszt 5zł za gałkę trochę zniechęca do ponownej wizyty.

Śniadanie w Charlotte, ich mus malinowy jest pyszny !
PS. Przygotujcie się na duużą ilość jedzenia na moim blogu!

środa, 6 sierpnia 2014

Przygotowania do wyjazdu

Cześć ! Jestem gdzieś w połowie drogi jeśli chodzi o przygotowania :

1. Wypełnienie papierów wizowych i umówienie się na wizytę w Ambasadzie. 
Było ciężko, ale dałam radę wypełnić to dziwne DS-160, dzięki za pomoc dziewczyny! Jeśli któraś z was ma z tym problemy chętnie pomogę. Myślałam o tym żeby zrobić poradnik, ale przypomniało mi się w połowie wypełniania... 

2. Otrzymanie wizy
Do Warszawy jadę w niedzielę a w poniedziałek o 8:00 okaże się czy rzeczywiście spełnię swój American Dream! Mieszkańcy stolicy (i nie tylko)! Co poza oczywistymi rzeczami jak Pałac Kultury TRZEBA lub WARTO zobaczyć? I co ZJEŚĆ? Zaplanowałam już obiad w Mąka i Woda i śniadanie w SAM-ie. 

3. Zakup walizki.
Pisałam już o tym na grupie na FB, ale napiszę też tutaj. Dzień po zmatchowaniu się z moją rodzinką pojechałam poszukać walizki. Chodziłam po outletach, TkMaxx, a o dziwo kupiłam ją w normalnym sklepie firmowym Puccini, są tam aktualnie całkiem fajne promocje. Swoją piękną, różową kupiłam za 244 zł. Jest duża, na 4 kółkach, z wytrzymałego materiału i co jest ważne przy wyjazdach do USA, posiada zamek TSA.
Kolor jest troche bardziej "żywy", ale robiłam telefonem w słabym świetle.
4. Zakup prezentów.
POMOCY! Nie mam nic, jedynie kilka pomysłów. Dla hostów postanowiłam symbolicznie dać miód pitny (polecacie jakiś konkretny?) i polskie słodycze. Nie kupuje im książek czy czegoś takiego co tylko zajmie mi miejsce w walizce, a oni postawią to na półkę/schowają do szafki i zapomną.
Dla chłopców (2,5 i ponad 5 lat) na pewno też kupię jakieś słodycze, ale nie wiem co poza tym. Nie chce wydawać fortuny, chłopcy bardzo lubią pociągi i auta, więc może jakieś bajki czy koszulki z tym motywem, ale fajnie by było żeby to było coś polskiego. Macie jakieś pomysły?
Chyba kupię też jakieś ptasie mleczko czy coś takiego dla LCC, szczególnie że jest ona z Polski :)

5. Zaświadczenie o niekaralności.
Bardzo szybka i łatwa sprawa do załatwienia. Wystarczy wydrukować wniosek lub wypełnić gotowy w Sądzie, zapłacić 30 zł i udać się do odpowiedniego pokoju gdzie wystawienie zaświadczenia zajmuje im ok 1 minuty :)

6. Międzynarodowe prawo jazdy.
Czytałam gdzieś, że najlepiej wyrobić je jak najpóźniej przed wyjazdem, gdyż jest ważne tylko przez rok. Właściwie co to za różnica, skoro nie będę miała auta? Może załatwię to w przyszłym tygodniu.

Nie przypominam sobie o niczym więcej, wiadomo muszę jeszcze kupić kilka drobiazgów takich jak karta pamięci do telefonu i przejściówka do prącu, ale to chyba będzie na tyle. Czy o czymś zapomniałam?
DO WYJAZDU POZOSTAŁO: 19 DNI !

Teraz trochę prywaty, mianowicie fotki z Woodstocku, na którym niestety nie będę w przyszłym roku.
Szkoda, że nie dałyśmy rady się spotkać dziewczyny, musimy nadrobić w USA ! :D





Będę za wami tęskniła Misiaki <3

środa, 23 lipca 2014

A jednak.. PERFECT MATCH !

To będzie krótka notka, jednak nie mniej ważna.
Sama nie wierzę, że to piszę, ale po drugiej rozmowie rodzinka z Nowego Orleanu, zapytała mnie czy chcę zostać ich au pair. Nie powiem że odpisałam od razu, musiałam to przemyśleć, skonsultować się z rodzicami, chłopakiem, przyjaciółkami, ale ostatecznie odpowiedź brzmiała, tak! 
Strasznie się cieszę, a jednocześnie jestem przerażona, przez moją głowę przelatuje milion myśli na sekundę! Mam nadzieję, że nie zawiodę się na mojej rodzince.

Dalej nie mogę w to uwierzyć, ale już 25 sierpnia lecę na Orientation :D
Hostka zgłosiła już to agencji, nastąpiły zmiany na moim profilu, więc to już pewne :)
Obym tylko wyrobiła się z załatwieniem wizy i innymi niezbędnymi rzeczami ! Trzymajcie kciuki :D

Rozmowa z HF #11 i match #13

Kilka dni temu rozmawiałam przez Skype z rodzinką #11 z Nowego Orleanu, a dokładnie z samą hostką, ponieważ host usypiał młodszego chłopca, który ma 2h drzemkę w ciągu dnia. 
Fajnie mi się z nią rozmawiało, już w liście pisali że są cichą rodzinką, rzeczywiście hostka była miła, fajna, ale spokojna. Sama nie jestem głośną i bardzo wygadaną osobą więc myślę że mogłabym się tam odnaleźć. 
Dbają oni bardzo o ciszę w domu, gdy dzieci śpią (kładą ich spać już o 19!), także o dietę chłopców, dzieci odżywiają się bardzo zdrowo, żadnych fast foodów, chipsów, podejrzewam że też słodyczy, ale szczerze mówiąc nie pamiętam. Przy dzieciach nie poruszają także tematów przemocy, broni, nie używają brzydkich słów. 
Jest to kilka ich zasad, do których trzeba się dostosować, wiadomo różne rodziny mają różne zasady, niektóre mniej lub bardziej dziwne dla nas, ale to wymiana kulturowa, nie jedziemy tam wychowywać dzieci po swojemu, a przystosować się do zasad panujących w rodzinie. 
Kolejną rzeczą jest brak auta dla au-pair, normalnie bym się na to nie zgodziła, ale mieszkają oni w dużym mieście, więc wystarczyłaby raczej komunikacja miejska. 
Jest to chyba pierwsza moja rodzinka, która nie zapewnia au pair jej własnej łazienki, ale są to mali chłopcy, nie spędzają dużo czasu w łazience prostując włosy, malując się itp. do tego chodzą spać o 19, więc raczej nie byłoby problemu.
Rodzina na święta jeździ do rodziny do Georgii, Missisipi, mają także condo (mieszkanie??) w resorcie na plaży na Florydzie gdzie jeżdżą zazwyczaj raz w miesiącu, oczywiście au pair jest zaproszona na wszelkie wyjazdy :)
Mimo tych paru zasad, polubiłam ich, podoba mi się także lokalizacja, klimat Louisiany, wiek dzieci i schedule (opiszę go w innym poście, jeśli dalej będą zainteresowani).
Dzisiaj wieczorem mamy drugą rozmowę, abym mogła poznać hosta a on mnie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Wczoraj w nocy pojawił się oczekiwany match 13, liczyłam na szczęśliwą 13, ale chyba jednak to nie to. 

MATCH #13
Lokalizacja: Weston, Massachusetts
Dzieci: Chłopcy 6 i 10 lat
Zwierzęta: Pies

List i zdjęcia mają całkiem fajne, wesołe jednak nie przekonały mnie, sama nie wiem dlaczego, Nie napisali nic o tym czym się zajmują oraz nic o schedule. Wiem tylko że miałabym samochód. Dostałam od nich maila, gdzie zapewniali że jestem ich ulubioną kandydatką i wydaje im się że idealnie do siebie pasujemy (czy piszą tak wszystkim?) oraz czy pasuje mi taki i taki termin rozmowy, odpisałam jednak nadal nie otrzymałam odpowiedzi.


Obie rodziny chcą au pair jak najszybciej czyli wylot 25 sierpnia, jeśli zdążą się zmatchować.

sobota, 19 lipca 2014

Matche #11 i #12

Najpierw podsumuję poprzednie matche, rodzinka #8 z Colorado zdecydowała się na inną dziewczynę, polubiłam ich, ale z drugiej strony nie ubolewałam bardzo po ich rezygnacji, rodzinka #9 zeszła z mojego profilu, mieliśmy umówić się na rozmowę, ale miałam bardzo niestabilny grafik w pracy, nie pisałam przez parę dni, więc nie dziwię się, że zeszli, ale nie byłam nimi bardzo zainteresowana. Z rodzinką #10 rozmawiałam, była to dość sztywna rozmowa tylko z hostką, która zadała bardzo dużo pytań prosto z rozmowy o pracę i wszystkie moje odpowiedzi notowała, co sprawiało że bardziej się stresowałam. Nie byłam do końca przekonana do ich grafiku, jednak sprawa rozwiązała się sama, a raczej pomogła rodzina która zrezygnowała, bo "z ich wymaganiami nie byłabym wstanie spełnić swoich wszystkich oczekiwań i planów w Stanach".

Wczoraj pojawiły się dwa nowe matche:

MATCH #11
Lokalizacja: New Orleans, Louisiana
Dzieci: chłopcy 5 i prawie 3 lata
Zwierzęta: brak

Nie przekonał mnie ich list, bardzo "suchy", same fakty, nie ma tam nawet żadnego hi, wstępu czy zakończenia. Jednak umówiliśmy się na rozmowę na jutro. Wolałabym trochę starsze dzieci, ale taki wiek też jest ok, lokalizacja też mi odpowiada, bo jest to podobno fajne, ładne miasto i wiem że miałabym tam polskie towarzystwo ; )
Nie mieli wcześniej au-pair.

MATCH #12
Lokalizacja: Leesburg, Virginia
Dzieci: dziewczynki 4 i 2 lata
Zwierzęta: TRZY psy !

Bardzo krótki list, ale od razu zrezygnowałam, bo ich aktualna au pair kończy swój program w grudniu więc dopiero na grudzień potrzebują nowej dziewczyny.

Dlaczego ten proces matchingu musi być taki długi, niezależny od nas? Zanim otworzyli mi room, zazdrościłam dziewczynom, które miały po dwadzieścia kilka matchy, przecież tyle rodzin się nimi interesowało! Teraz jednak wolałabym mieć ich mniej, ale fajniejsze, szybciej mieć ten perfect.. Musze chyba powymyślać sobie jakieś piękne odpowiedzi na pytania, które często zadają rodzinki, bo ewidentnie coś idzie nie tak podczas rozmów skoro rodzinki po nich ze mnie rezygnują.

Liczę na szczęśliwą 13 ! :)

niedziela, 13 lipca 2014

Rozmowa #8 i kolejne matche!

Ten weekend był dość ciekawy jeśli chodzi o matche.

Miałam rozmowę z rodzinką z Colorado i wcale nie są tacy sztywni, wydają się bardzo fajni, hostka to wesoła gaduła, host też zabawny, rozmowa była bardzo na luzie, jedyny minus to że dzień rozpoczyna się już o 5:40 oraz brak oceanu w pobliżu. Najwidoczniej oni też mnie polubili, bo chcą umówić się na rozmowę z dziećmi (jakieś rady?).
Ciekawostka: Aurora to miejscowość o której pewnie wszyscy słyszeliście, bo to tam jakiś gość strzelał do ludzi w kinie na premierze Batmana!

Ku mojemu zdziwieniu na profilu pojawiły się dwie nowe rodziny:

MATCH #9
Lokalizacja: Alexandria, VA (znowu)
Dzieci: 5-letnie bliźniaczki
Zwierzęta: pies

Nic specjalnego z listu nie wynika, grafik standardowy, ale z maili wydawali się bardzo fajni, umówiliśmy się na rozmowę.

MATCH #10
Lokalizacja: Greenwich, Connecticut
Dzieci: dziewczynka - 5 lat i chłopiec prawie 3 lata
Zwierzęta: pies

List nawet fajny, lokalizacja też mi się podoba jednak schedule jest dość wyjątkowy z racji tego, iż mają oni też nianię, moja praca w tygodniu polegałaby na pomocy hostce ogarnąć dzieci rano przez ok. 1h i wieczorem przez ok. 2h, okazjonalnie w ciągu dnia jeśli ich niania potrzebowałaby pomocy lub musiała wziąć wolne. Tak na prawdę pracowałabym głównie w weekendy, ale też nie przez cały dzień, a rano i wieczorami. Oczywiście jeden cały weekend w miesiącu wolny.
Pierwszy raz spotkałam się z takim schedule, ma on swoje plusy i minusy, dużo wolnego w ciągu tygodnia, jednak zajęte weekendy kiedy to większość dziewczyn się spotyka, jeździ na wycieczki.
Co bardzo spodobało mi się w liście? Wspomnieli że wybierają się w grudniu na Karaiby i zapraszają au pair!
W każdym razie umawiamy się na rozmowę :)

A jak tam wasze matche?

piątek, 11 lipca 2014

Matche #7 i #8

Siemka,
Długo nie pisałam, bo długo nic się nie działo. Pocieszam się tym, że podobno wiele dziewczyn ma teraz taki zastój w APIA. Co jest z wami rodziny?! Ja przecież chciałam za miesiąc wyjechać!

W każdym razie, rodzina z Chicago (#6) wybrała inną dziewczynę. W ciągu 2 tygodni na moim profilu pojawiły się 2 rodziny:

MATCH #7
Lokalizacja: jakaś wioska w Ohio
Dzieci: dziewczynki 9 i 4, chłopiec 5 lat
Zwierzęta: nie pamiętam

Zrezygnowałam bez rozmowy na Skype, ponieważ:
- lokalizacja mi nie odpowiadała,
- potrzebowali nowej au-pair na koniec października, a ja chciałabym wyjechać wcześniej

MATCH #8
Lokalizacja: Aurora, Colorado (30 minut od centrum Denver)
Dzieci: dziewczynka prawie 10 lat, chłopcy 8 i 5 lat
Zwierzęta: pies

Sama nie wiem czy podoba mi się lokalizacja.. Nie jest to NY czy San Fransisco, macie jakieś doświadczenie z Denver? Aplikacja rodzinki także do mnie nie przemawia, mają rzeczowy, sztywny list, w ogóle cali się sztywni wydają, kładą duży nacisk na edukację dzieci i porządek w domu, mam wrażenie że jak dziewczyna nie podziela ich przekonań nie wezmą jej na au-pair, są także bardzo aktywni, jedzą wszystko gluten free. Do obowiązków au-pair należy gotowanie obiadów dla całej rodziny, jeśli dobrze zrozumiałam 6 dni w tygodniu! Dodatkowo mieszka z nimi siostra hostki, która z powodu wypadku ma uszkodzony mózg, ale jest pomocna, robi zakupy, pranie, po prostu zachowuje się trochę jak nastolatka. Nie wiem czy to wszystko mi odpowiada, ale odpisałam na ich maila, umówiliśmy się na rozmowę, muszę powiedzieć, że w mailach wydawali się fajniejsi niż wykazywał list, są także pierwszą rodzinką która zapytała mnie czy mam chłopaka. Zobaczymy jak pójdzie rozmowa, jeśli im się spodobam dadzą mi namiary na poprzednią au-pair, nie chcą dać maila do obecnej, bo podobno jej umiejętności pisania w języku angielskim są słabe.

czwartek, 26 czerwca 2014

Match #6 - Skype

Jestem świeżo po rozmowie z :

MATCH #6
Lokalizacja: Chicago, Illinois
Dzieci: trójka chłopców 5, 10 i 11 lat
Zwierzęta: pies

Ogólne wrażenia pozytywne, fakt, z trzema chłopcami w tym wieku może być duuużo zamieszania i chaosu, co przyznają sami host rodzice, ale jaaa nie dam rady ? :D Tak na poważnie, to pewnie, wolałabym dwójkę grzecznych 5-cio latków, ale to nie my wybieramy rodziny, a jeśli host rodzice są fajni, lokalizacja też odpowiada to czemu by nie podjąć się tego wyzwania ?
Ups.. trochę się zapędziłam, za nami dopiero jedna rozmowa!
Warunki całkiem spoko, praca rano między 7 i 8, popołudniu od 15 do 21. Czasami pare godzin w soboty. Obowiązki? Nic nadzwyczajnego, odbieranie chłopców ze szkoły, pomaganie w lekcjach, czasem przygotowanie posiłku, ogarnianie po nich. Na pewno będę miała wypuszczać psa na dwór, czy go karmić, ale wydaje mi się że mieszkając z rodziną to raczej naturalne żeby zrobić czasem coś co wykracza poza nasze programowe obowiązki.
Host rodzice lubią podróżować, host był nawet w Polsce, lubią próbować różnego jedzenia, pochodzącego z różnych krajów, kultur, są zabawni więc myślę że możemy się dogadać.

To by było na tyle, chcę się teraz skontaktować z ich obecną au-pair, zobaczymy czy po rozmowie będą mną nadal zainteresowani ;)

środa, 25 czerwca 2014

Match #5

Miałam poczekać na więcej matchy i wtedy napisać notkę, ale nic się nie dzieje co powoli mnie denerwuje..

Jeśli chodzi o poprzednie matche, rodzina z matchu #3 napisała maila, chcieli się umówić na rozmowę, ale ja od początku wiedziałam że to nie to więc odmówiłam, rodzinką #4 ja natomiast byłam zainteresowana, a oni niestety nie.. Na mojego maila odpisali, chcieli się umówić na Skype, odpisałam a po paru dniach zeszli z profilu.. Jest to dość irytujące, wiadomo są zajęci, zapracowani, ale skoro już zaczęli się ze mną umawiać, to mogliby chociaż napisać że sorry, znaleźliśmy już kogoś czy cokolwiek, napisanie takiego maila zajęłoby im minutę..

MATCH #5
Lokalizacja: stan New York
Dzieci: bliźniaki 2,5 letnie i 4 latek
Zwierzęta: koty

Rodzinka wydawała się fajna, zabawna, wyluzowana, wymieniliśmy kilka emaila jednak zdecydowałam że to trochę za dużo małych dzieci jak dla mnie, szczególnie że nie były one jeszcze nauczone korzystania z nocników itp. No i godzin pracy wychodziło trochę więcej niż te maxymalne 45.

Ostatnio dostałam maila od Allison K. z agencji z US, pewnie wiele aupairek ją zna, ponarzekałam trochę na brak matchy, zapytałam czy zmienić coś w aplikacji, powiedziała że postara się podesłać moją aplikację kilku rodzinkom, ale zobaczymy co z tego będzie.

A jutro rano ostatni egzamin zawodowy i na całe szczęście tym o to sposobem kończy się moja przygoda z technikum.
Trzymajcie kciuki!

wtorek, 17 czerwca 2014

Matche #3 i #4

Niespodziewanie w przeciągu kilku godzin pojawiły się dwa kolejne matche:

MATCH #3
Lokalizacja: Newton, Massachusetts
Dzieci: Trzy dziewczynki 8, 6 i 2 lata
Zwierzęta: brak

Dużo pracy, 10h dziennie od poniedziałku do czwartku, wolałabym mniej godzin ale rozłożonych do piątku, rodzina jest aktywna w społeczności kościelnej, ja wręcz przeciwnie, nie zainteresowały mnie też ich zdjęcia więc się nie odzywam, może sami zejdą.

MATCH #4
Lokalizacja: Dallas, Texas
Dzieci: dziewczynka 5 lat i chłopiec 3,5 roku
Zwierzęta: 2 koty, które mogę czasami widywać jak to napisali

Texas kojarzy mi się z kowbojami, rodeo, country wiec nie moje klimaty, aaalle Dallas to bardzo duże miasto, rodzinka ma basen, dzieci kilka razy w tygodniu chodzą do przedszkola, niestety nie wiem nic więcej o grafiku, jednak rodzinka z listy wydaje się bardzo pozytywna, kochająca się, zabawna, zdjęcia też mają fajne. Napisałam maila, wyraziłam chęć rozmowy na Skype, zobaczymy czy odpiszą.

Są wśród was dziewczyny z tamtych okolic? A może ktoś tam podróżował i podzieli się wrażeniami?
Z góry dziękuję! ; )

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Powrót do punktu wyjścia

Wczoraj miałam rozmowę na Skype z matchem#2.
Na początku przed kamerą siedzieli oboje host rodzice, jednak host nie raczył się nawet przywitać czy uśmiechnąć, obserwował mnie jedynie z założonymi rękami. Sprawiło to że stresowałam się jeszcze bardziej i zraziłam się trochę do jego osoby. Rozmowa z hostką była bardzo rzeczowa nie było raczej miejsca na żarty, czułam się jak na zwykłej rozmowie o pracę. Mając mieszane uczucia po zakończeniu rozmowy zastanawiałam się czy skontaktować się z ich obecną au pair, jednak host rodzina mogłaby udawać miłą i uśmiechnięta nie będąc taką na prawdę, ale raczej nie działa to w drugą stronę, więc zrezygnuję. (Nie do końca wiem jak to zrobić.)

Przed snem, coś mnie tknęło żeby zalogować się na stronę APIA, gdzie zobaczyłam że jedna rodzina zamiast dwóch jest mną zainteresowana, pomyślałam że ja też nie spodobałam się wojskowym, jednak niestety to rodzina #1 zeszła mi z profilu.
Bardzo się rozczarowałam, bo na prawdę mogliby być moim perfect matchem..
Trochę mnie to zdemotywowało, odechciało mi się kolejnych rozmów, przechodzenia przez wszystko od początku, szczerze straciłam nadzieję na znalezienie idealnej rodziny.
Wiem, wiem, dramatyzuję a to dopiero początek, ale poczułam się jakby jakaś otaczająca mnie bańka mydlana pękła i wszystko przestało być takie piękne, łatwe, kolorowe.

Tak więc, jesteśmy w punkcie wyjścia, nowych matchy brak.

Tak tematycznie :

sobota, 14 czerwca 2014

Pierwsza rozmowa z rodzinką.

Właśnie skończyłam gadać z host rodzicami z matchu #1, więc opisuję wszystko na gorąco. (Ogólnie szaleje, notka za notką, ciekawe czy utrzymam częstotliwość jak wyjadę do USA...)

Wrażenia jak najbardziej pozytywne, podobnie jak po rozmowie z ich au pair. Zadawali raczej standardowe pytania : co lubię robić, jakie są moje plany po programie, dużo pytali o moją jazdę samochodem, o to co jest ważne wg w host rodzinie, jak zareagowałabym podczas kłótni dzieci itp. Nie rozmawiałam z dziećmi, na chwilę pokazała się najmłodsza Ch., przywitałam się, pomachałam, spytałam 'how are you', rodzice ją namawiali żeby odpowiedziała, jednak się zawstydziła i uciekła. Na prawdę, w dalszym ciągu nie mam do nich żadnych zastrzeżeń! Czy często się zdarza, że match#1 to TEN match?
Wydają się zabawni, mili, "na luzie", wydaje mi się że mogłabym spędzić ten rok z nimi.

Wyjaśniło się także dlaczego najpierw rozmawiałam z ich obecna au pair. Otóż, jako że biorą udział w programie od kilku lat, mają system: wybierają au pair które ich wstępnie interesują, teraz było to ok. 100 dziewczyn, po czym obniżają liczbę do powiedzmy 10 kandydatek, z którymi rozmawia ich obecna au pair, która obniża listę do ok 5-4 dziewczyn, wybranki rozmawiają z host rodzicami. Całkiem dobrze mi poszło w takim razie, doszłam prawie do podium. Ale czy zajmę 1 miejsce?

W międzyczasie pojawił się :

MATCH #2
Lokalizacja: Alexandria, VA (obrzeża Waszyngtonu D.C.)
Dzieci: chłopiec (5), dziewczynka (3)
Rodzice: Oboje pracują w armii
Zwierzęta: brak

Mniejsza ilość dzieci jest zaletą, lokalizacja wcale nie najgorsza, jednak nie przekonali mnie do siebie bardziej niż rodzinka nr1. Po 'wygooglowaniu' rodziców dowiedziałam się że oboje stacjonowali w Iraku, trochę mnie to martwi, ale może naoglądałam się zbyt wielu filmów o żołnierzach, którzy wrócili do domu z wojny. Obawiam się także, że będąc w armii, mogą mieć jakieś sztywne zasady itp. Wiadomo, mogę gdybać, ale nie wiem nic nie rozmawiając z nimi. Napisali mi e-mail, że chcieli by się umówić na rozmowę, odpisałam z samego rana jednak do tej pory nie odpisali. Wydaje mi się że i tak to nie wypali, bo napisali że ich obecna au-pair kończy program w połowie lipca, a ja jestem dostępna od połowy sierpnia.

To by było na tyle. Obiecuję informować o postępach na bieżąco!

czwartek, 12 czerwca 2014

Pierwsze koty za płoty.

Jestem po rozmowie z aktualną au-pair rodzinki #1.
Wrażenia jak najbardziej pozytywne! Aż sama jestem zdziwiona, że tak dobrze nam się rozmawiało i że ta rodzinka na prawdę wydaję się być super ! Mam tylko nadzieję, że cała moja ekscytacja nie wynika z tego, iż jest to pierwszy match, pierwsza rozmowa, że nie wybiorę pierwszej lepszej rodzinki. No, ale aktualna au pair na prawdę ich zachwala, nie miała z nimi żadnych problemów, dotrzymują umowy, traktują jak członka rodziny, wszędzie zapraszają. Może używać samochodu, nie ma żadnej curfew, tylko jeśli następnego dnia ma pracować, powinna być w domu 8h przed rozpoczęciem pracy, ale to wydaje się być całkiem normalne. Z dziećmi też nie ma większych problemów, oczywiście powiedziała że ze starszymi najtrudniej jej było się "zgrać", mała za to ją testowała na początku, ale jeśli nie chciały jej słuchać, wystarczył telefon do host taty który przywracał małe potworki do porządku.
Teraz ma się ze mną skontaktować host mom i umówić na rozmowę. Mam nadzieję, że pójdzie ona równie dobrze jak poprzednia i kto wie, może pierwszy match okaże się tym perfect ?

Niestety, na razie ciężko o porównanie, ponieważ na roomie cisza.

Do następnego razu ! ; )

środa, 11 czerwca 2014

Jest i on!

Chodzi oczywiście o pierwszy match ! Kiedy moja cierpliwość powoli się wyczerpywała, po 6 dniach od otwarcia roomu,  nadszedł ten upragniony e-mail. 

MATCH #1
Lokalizacja: Fairfield, CT
Dzieci: 2 chłopców 9 i 7 lat, dziewczynka 5 lat. Wszyscy chodzą 5 razy w tygodniu do szkoły/przedszkola
Zwierzęta: brak

Zdjęcia i list na plus, wydają się pozytywną rodzinką. Praca standardowo, parę godzin rano i parę godzin popołudniu. Okazjonalnie babysitting w soboty. Lokalizacja nie jest jakaś wymarzona, ale godzina drogi do NY to znowu nie jakiś koszmar :D 

Napisałam do nich e-mail dziękując za zainteresowanie i wyrażając chęć rozmowy i o dziwo to nie oni mi odpisali, a ich obecna au-pair. Chce się ze mną umówić na jutro na rozmowę. Trochę mnie to zastanawia, może odrobinę niepokoi. Odnoszę wrażanie, że rodzina jest na tyle leniwa, że proszą aktualną au-pair żeby stwierdziła czy warto ze mną rozmawiać. Co o tym myślicie? Czy któraś z was miała podobną sytuację?

Dam znać jak poszło na rozmowie, mam nadzieję że stres mnie nie zeżre !

czwartek, 5 czerwca 2014

Początków początki

     Jak już pewnie zdążyliście zauważyć blog dotyczył będzie mojego procesu przygotowania i (mam nadzieję) pobytu jako au-pair w USA.
     Nazywam się Magda, mam 19 lat i właśnie skończyłam technikum turystyczne. Z braku pomysłu na siebie, na studia, na cokolwiek, postanowiłam zostać au-pair. Co z resztą było moim małym marzeniem już od czasów gimnazjum. Zaczęło się od fascynacji Ameryką, sama nie wiem co było tego powodem, podejrzewam, że piękne, kolorowe filmy z Nowym Jorkiem w tle, Seks w wielkim mieście, Gossip Girl...O programie dowiedziałam się z najlepszego bloga The Adamant Wanderer, którego zresztą czytam nieprzerwanie od kilku lat i oczywiście z całego serca polecam miłośnikom podróży i dobrego jedzenia!
Swojego bloga założyłam głównie za namową kilku znajomych, którzy chcą być na bieżąco z moimi poczynaniami oraz dla przyszłych au-pair, dla których (przynajmniej tak było w moim przypadku) blogów o tej tematyce nigdy za wiele. Zrobiłam to mimo świadomości braku jakiegokolwiek talentu literackiego, dlatego z góry przepraszam za zanudzanie oraz wszelkiego rodzaju błędy: stylistyczne, ortograficzne czy jakie tam jeszcze istnieją.

     Pierwszym etapem mojej przygody było założenia konta na stronie agencji, którą wybrałam - Au Pair in America oraz zapisanie się na spotkanie informacyjne. Szczerze mówiąc, nie dowiedziałam się na nim wielu nowych rzeczy, większość wyczytałam wcześniej na forach, blogach.
     Kolejnym etapem było wypełnianie wszelkich formularzy na stronie, wybieranie zdjęć, kompletowanie referencji, pisanie listu do host family i nagrywanie filmu - jeszcze nie jestem pewna czy chcę go tu wrzucić, ale jeśli należycie do grupy au pair na facebooku to może uda wam się go wygrzebać. Kiedy wszystkie wymagane pozycje były gotowe nadszedł czas na interview. Po wypełnieniu testu psychologicznego składającego się ze 170! pytań, musiałam zmierzyć się z rozmową w języku angielskim, oto pytania które zapamiętałam :

                          - Jakie masz doświadczenie w opiece nad dziećmi?
                          - Co najbardziej lubisz robić z dziećmi?
                          - Jakie cechy powinna mieć idealna au-pair?
                          - Dlaczego zdecydowałaś się zostać au-pair?
                          - Opowiedz o swoich rodzicach, rodzeństwie.
                          - Ile lat uczysz się angielskiego?
                          - Jak czujesz się za kierownicą?
                          - Co o twoim wyjeździe myślą rodzice, chłopak ?

Pewnie pojawiło się jeszcze kilka innych, ale niestety nie mogę sobie przypomnieć. Całe spotkanie wcale nie było takie straszne, jednak pomimo miłej atmosfery i fajnej koordynatorki trochę się stresowałam przez co podczas rozmowy po angielsku jąkałam się i myliłam niemiłosiernie.
     Trzeci etap to oczekiwanie na otwarcie roomu, na co nie mamy żadnego wpływu, no może oprócz wprowadzania ewentualnych wymaganych poprawek i tak oto dziś mój room został otwarty ! Od interview na ten moment czekałam dokładnie 19 dni. Długo, szczególnie jak ktoś nie może się doczekać i sprawdza e-mail średnio co 5 minut.

     Teraz pozostało mi czekać na zainteresowane host rodziny, mam nadzieje że perfect match kiedyś nastąpi. Jeśli chodzi o datę wylotu, chciałabym żeby był to przełom sierpnia i września, więc już niedługo!